Extramy:Głogów

Rodzina zastępcza to zło konieczne czy ratunek? Kto się nad tym zastanawia4 min czytania

Rodzina zastępcza to zło konieczne czy ratunek?

Rozmowa z Kamillą Mackiewicz-Klimczuk, dyrektor Powiatowego Centrum Pieczy Zastępczej w Głogowie.

Staje Pani w obronie rodzin zastępczych. Uważa pani, że źle są oceniane, wręcz niesprawiedliwie?

Tak i jest to przykre szczególnie dla nich, ale i dla nas, bo wiemy jak bardzo angażują się w misję, której się podejmują. Odbiór społeczny, moim zdaniem, bardzo krzywdzący jest taki, że robią to dla pieniędzy, że na dzieciach się dorabiają. A to nieprawda. Nasze rodziny oddają całe swoje serce dla skrzywdzonych dzieci, poświęcają w zasadzie całe swoje życie, by pomagać.

Nie jest chyba tak źle. Jeśli słyszę takie opinie, to raczej tylko od tych, którym dzieci zostały odebrane i umieszczone w rodzinach zastępczych. To zrozumiałe, że mają żal…

Oczywiście, zwłaszcza, że jeśli nawet stwierdzono u tych osób błędy skutkujące decyzją o odebraniu dzieci, to nikt nie podważa tego, że swoje dzieci kochają. Kochają i to bardzo, ale odczuwając stratę czują też wrogość, a nawet zazdrość, że ktoś inny opiekuje się ich dziećmi. Często też obwiniają rodziny zastępcze o to, co się stało. Dlatego tak ważne na początku jest wyciszenie emocji i tłumaczenie, że sytuacja jest przejściowa i zamiast narzekać czy krytykować, warto wziąć się w garść i zrobić wszystko, aby dzieci jak najszybciej wróciły. Poszukanie winy w sobie i wzięcie za to odpowiedzialności jest niezwykle trudne, dlatego warto, by rodzice  korzystali wówczas ze wsparcia, jakie oferują im osoby na co dzień z nimi pracujące.

Trudno się dziwić rodzicom, nawet tym, którzy „zapracowali” na odebranie dzieci, że targają nimi emocje…

Na początku faktycznie to emocje biorą górę i są najczęściej negatywne. Po jakimś jednak czasie udaje się dojść do porozumienia i nawiązać współpracę, a ta zależy od obu stron, rodziców biologicznych i zastępczych. Podstawą jest wzajemne poznanie się i zaufanie.

Nie można wierzyć rodzicom, którzy mówią, że kontakty z dziećmi są utrudniane? Nie są wiarygodni, bo sąd ograniczył im prawa do opieki nad dziećmi?

Musimy pamiętać, że skoro sąd podjął decyzję o umieszczeniu dziecka w pieczy zastępczej, to znaczy, że jego bezpieczeństwo, zdrowie a często nawet życie było zagrożone. I należy się odrobina zrozumienia dla opiekunów, którym ta świadomość nakazuje zachować ostrożność, tym bardziej, że to oni ponoszą już odpowiedzialność za dziecko. Nie po to sąd odbiera je rodzicom, żeby i tak spędzało większość czasu pod ich opieką. W przypadku, kiedy porozumienie dotyczące kontaktów nie jest jednak możliwe, decyzję w tej sprawie podejmuje sąd.

Ale rozumie pani żal tych ludzi? Przecież ktoś, a nie oni ma ich dzieci, ktoś je przytula, karmi, ubiera… To chyba naturalny gniew, nawet jeśli jest się złym rodzicem, takim, który zaniedbał własne dziecko. I nagle taka matka czy ojciec nie może zobaczyć swojego dziecka…

Wszystko się zgadza. To rodzina zastępcza decyduje w tym momencie, co dla dziecka jest najlepsze, jaki wpływ mają spotkania i czy są dobre dla obu stron. To na tych rodzinach spoczywa nie tylko obowiązek zapewnienia bytu materialnego, ale przede wszystkim spokoju i bezpieczeństwa. Pamiętajmy, że sąd wydaje decyzję mając podstawy, przecież nikt nie robi tego na złość. Najpierw jest ogrom pracy zarówno kuratorów sądowych, jak i asystentów rodziny, a kiedy nie ma poprawy dochodzi do ostatecznych decyzji. Zabezpieczenie dzieci jest czasem dla matki czy ojca, aby zrobili w swoim życiu porządek, aby skupili się na sobie i na rozwiązaniu problemów. Może to być leczenie odwykowe, znalezienie pracy, czy też praca nad emocjami oraz umiejętnościami opiekuńczo-wychowawczymi.

Ręczy pani za wszystkie rodziny zastępcze? Znane są przypadki, kiedy nie działo się w nich dobrze…

Wierzę, że w naszych rodzinach zastępczych dzieciom nie dzieje się krzywda. Wiem, że jest to bardzo ciężka praca i rzucanie cienia na tych, którzy oddają serce temu co robią, jest niesprawiedliwe i krzywdzące. Mamy w naszym powiecie dwanaście rodzin zawodowych, które są szczególnie narażone na różnego rodzaju oszczerstwa. I temu się sprzeciwiamy. To właśnie im należą się podziękowania i szacunek za codzienny trud, jakiego się podjęły. Są to rodziny posiadające ogrom wiedzy i doświadczenia, na bieżąco podnoszące swoje kompetencje. Nie wolno bezkarnie szargać ich dobrego imienia. To wybrańcy, gdyż wszystkich rodzin zastępczych jest ponad sto sześćdziesiąt, jednak w większości to rodziny spokrewnione. Nie chodzi o to, by kłaść za kogoś przysłowiową głowę, ale mam przekonanie, że nasze rodziny są bardzo dobrze przygotowane do swoich obowiązków. Każdy, kto jest rodzicem, wie, jak wiele trzeba poświęcić czasu, aby dziecko było dopilnowane, aby czuło się bezpiecznie. To nie tylko nakarmienie i ubranie, wizyty u lekarza, to nie tylko przypilnowanie nauki, czy zorganizowanie zabawy. To ciągłe czuwanie i dbanie, aby dziecko się dobrze rozwijało. Nie ma takich pieniędzy, za które ktokolwiek robiłby to bez serca, bo to praca bezcenna.

Dziękuję za rozmowę.

Zobacz inne

Więcej w Extra