Styl życia

Podróże pozwalają docenić to co mamy na miejscu. Mówią to głogowianie, którzy byli nawet na Madagaskarze4 min czytania

Automatycznie zapisany szkic 9

U nas zimno i wieje, nadchodzą mrozy, a niektórzy się grzeją na w Afryce. Głogowskich podróżników zaniosło na wakacje tak daleko, gdzie cywilizacja jeszcze nie dotarła. Grzegorz Laszczowski i Julia Słowek, jeśli już wyjeżdżają, to daleko i do krajów, w których nie tylko można wylegiwać się na plaży, ale także zobaczyć coś ciekawego.

Poza tym najczęściej jeżdżą na własną rękę, bo tak można lepiej poznać region, który zwiedzają. On hutnik z wydziału srebra i złota, ona weterynarz – od pięciu lat razem podróżują, kilka razy do roku. Najczęściej wtedy, gdy u nas jest zimno, przedłużają sobie lato i dostarczają organizmom naturalną witaminę D. Ostatnio pojechali na Madagaskar – 8 tys. 277 km w linii prostej. Jak wypoczywać, to tam, gdzie nie jest zwyczajnie.

Na Madagaskarze są miejsca, gdzie cywilizacja nie dotarła i wcale nie jest to udawane.

9 dni na Madagaskarze, na morzu, w katamaranie. Wypełnione po brzegi zwiedzaniem, pływaniem między wyspami, nurkowaniem lub wspinaczką. – Madagaskar to bardzo rzadko uczęszczany kierunek. Jeździ tam niewielu Polaków i w ogóle jest bardzo mało turystów – tłumaczy Grzegorz Laszczowski, przedstawiając dane, że rocznie przebywa tam zaledwie 280 tysięcy turystów. Za to ci, którzy już tam dotrą, czeka nagroda w postaci pięknych i dziewiczych terenów, wyjątkowej fauny i flory.

– Turystyka słabo się tam rozwija, gdyż jest tam uboga infrastruktura hotelowa. W rejonie, w którym byliśmy, praktycznie hoteli nie ma. Mało tego, jest on całkowicie pozbawiony prądu – opowiada głogowianin. Jak współczesny człowiek może tam przeżyć i jeszcze się dobrze bawić? Na przykład mieszkając na wynajętym katamaranie. – Biura podróży oferują coraz ciekawsze oferty do Afryki – zachwala, że jednak warto spędzić tam urlop, a na miejscu już niewiele się wyda, bo nie ma gdzie.

Grzegorz Laszczowski i endemiczne gatunki zwierząt.

Można się domyślić, że nie ma tam restauracji i trzeba się żywić samemu, jedząc to, co dostarczy natura. – Łowiliśmy ryby, kupowaliśmy od tubylców kraby, owoce morza i tamtejsze owoce. Szef naszej łodzi wszystko organizował, na statku mieliśmy kucharza, który podpowiadał co i jak można jeść, a czego nie – wspomina głogowianin. – To była podróż życia. Nie sądziłem, że są jeszcze takie dziewicze miejsca na świecie, gdzie cywilizacja nie dotarła – dodaje, że tamtejsi ludzie mieszkają w chatach zrobionych z naturalnych przedmiotów. – To nie był żaden folklor, tak wygląda ich życie – przekonuje, choć na początku sam był zdziwiony.

– Poza tym pojechaliśmy tam ze względu na endemiczne gatunki fauny i flory – dodaje. Endemiczne to znaczy takie, które nigdzie indziej nie występują. Szczególnie fantastycznie wspominają zwierzęta. Głogowianie mówią, że Afryka wciąga i jest zdecydowanie bardziej dzika niż Azja, która już także częściowo zwiedzili. – Obserwowaliśmy delfiny, jakich nie ma nigdzie indziej, pływaliśmy z żółwiami, a nawet rybki od nas nie uciekały – wspomina atrakcje.

Niektóre zwierzęta zadziwiały i przerażały.

Para jest przykładem na to, że głogowianie jeżdżą coraz dalej. – W Bangkoku spotkałem kolegę – wspomina pan Grzegorz, który razem z narzeczoną był już w wielu zakątkach świata. Ostatnio podróżowali kilka razy do Gruzji, Armenii i Azerbejdżanu. – Podróże pozwalają docenić to, co mamy na miejscu. Jak się obserwuje życie tam, gdzie jeździmy, to pojawia się poczucie, że u nas jednak biedy nie ma i nie jest tak źle – śmieje się głogowianin.
DN

fot. archiwum prywatne

Zobacz inne

Więcej w Styl życia